BRAT JÓZEF BOROŃ SJ – MISJONARZ, FARMER, LITERAT I HISTORYK

Józef Boroń urodził się 11 listopada 1903 roku w Starej Wsi koło Brzozowa, w południowo-wschodniej Polsce. Zmarł w Lusace, w John Chula House, 26 maja 1994 roku. Prawie całe swoje dorosłe życie spędził na misjach w Zambii, nie licząc dwóch krótkich wyjazdów do RPA i Ziemi Świętej.

Rodzice brata Józefa, Jan i Katarzyna, mieszkali w Starej Wsi niedaleko bazyliki Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i klasztoru ojców jezuitów, gdzie mieścił się również jezuicki nowicjat. Józef już jako dziecko często odwiedzał Starowiejską Panią w Jej cudownym wizerunku w głównym ołtarzu bazyliki. W starowiejskiej świątyni chłopiec został ochrzczony, przystąpił do Pierwszej Komunii Świętej i sakramentu bierzmowania, tam też poznawał pierwsze prawdy religijne i chętnie się modlił.

W wieku dziewiętnastu lat, 15 maja 1923 roku, Józef zapukał do bram klasztoru, prosząc o przyjęcie do Towarzystwa Jezusowego. Został przyjęty do nowicjatu, a po dwóch latach, 25 marca 1925 roku, złożył pierwsze i zarazem wieczyste śluby zakonne. Zgodnie z ówczesną praktyką po nowicjacie wysłano go na dalszą formację przygotowującą do późniejszych prac i zadań w Towarzystwie Jezusowym.

Najpierw wyjechał do prowadzonego przez jezuitów Zakładu Naukowo-Wychowawczego w Bąkowicach pod Chyrowem, by tam uczyć się ogrodnictwa. Następnie został wysłany do Czechowic, gdzie kontynuował naukę. Brat Józef uwielbiał ogrodnictwo, a kwiaty towarzyszyły mu aż do śmierci. To właśnie w Czechowicach dowiedział się, że został wybrany do pracy misyjnej w Rodezji Północnej (dziś Zambii). W kwietniu 1928 roku wyjechał do Krakowa, by wraz z innymi przyszłymi misjonarzami przygotować niezbędne dokumenty i inne rzeczy związane z podróżą. Nigdy nawet nie wspomniał, że chciałby pojechać do rodzinnej wioski, by pożegnać się z najbliższymi.

30 kwietnia 1928 roku przyszli misjonarze opuścili Polskę i udali się na misje do nowo powstałego Wikariatu Lusaka, gdzie dotarli 15 czerwca. W grupie tej były cztery siostry służebniczki (Romana Will, Urszula Wiktor, Rutina Świrska i Fridolina Macior), dwóch księży jezuitów (Władysław Zabdyr i Stanisław Wawrzkiewicz) oraz trzech jezuickich braci zakonnych: Józef Boroń, Józef Duda i Wojciech Bulak, który do Zambii przybył nieco później, bo w styczniu 1929 roku.

Brat Józef Boroń był w tej grupie najmłodszy. Po krótkim okresie aklimatyzacji został wysłany do Mpimy, by tam pomóc br. Jakubowi Londze przy reorganizacji i prowadzeniu nowo nabytej farmy. Brat Jakub Longa – stary misjonarz z doświadczeniem z Australii i misji w Mozambiku oraz nowo przybyły misjonarz br. Boroń wkrótce stali się bliskimi przyjaciółmi. Brat Boroń, z zainteresowania literat, poeta i historyk, stał się na misji – jak sam lubił mawiać – historykiem amatorem i wielkim kolekcjonerem różnych materiałów dotyczących historii misji znad Zambezi.

Później br. Boroń przez pewien czas pracował w Chingombe, a następnie w Katondwe, gdzie ostatecznie związał się z Towarzystwem Jezusowym, 15 lutego 1934 roku składając ostatnie śluby. Potem przyszła wieloletnia praca misyjna w Chikuni, a następnie przez długi czas br. Boroń pracował w Kasisi, aż do przejścia na emeryturę w 1974 roku.

Brat Józef był silny i dobrze zbudowany, ale nie miał najlepszego zdrowia. Od pierwszych dni pracy na misji cierpiał na bóle głowy, a w wieku sześćdziesięciu lat zaczęły sprawiać mu kłopoty także nogi. Dlatego praca na farmie wiązała się z ogromnym bólem. Brat rzucił nawet papierosy, by zachować lepszą formę.

W 1985 roku wraz z innymi misjonarzami został odznaczony przez prezydenta Kennetha Kaundę Orderem Zasłużonych (Order of Distinguished Service). Jednak podobnie jak jego bliski przyjaciel i współodznaczony br. Józef Gajdos, nie miał sił, by pojechać po odbiór odznaczenia. Kiedy nie mógł już chodzić, poruszał się na wózku inwalidzkim.

Był rolnikiem z zawodu i zamiłowania, ale miał też wiele innych zainteresowań. Kochał muzykę – stare wiedeńskie walce i lekkie operetki. W młodości grywał na skrzypcach. Bardzo lubił kino i niekończące się telewizyjne seriale. Najbardziej lubił jednak historię, szczególnie tę związaną z początkami misji znad Zambezi. Miał niezwykle dobrą pamięć do szczegółów i dat.

Spędził w Towarzystwie Jezusowym 69 lat. Należał do tej szkoły duchowości, która woli jasne polecenia niż sugestie. Nawet w ostatnich dniach pobytu w infirmerii nie zrezygnował z odprawienia dorocznych rekolekcji, a paciorki różańca i zużyte kartki modlitewnika świadczą o tym, że był człowiekiem modlitwy.

W szpitalu „starego Boronio” odwiedzało wielu misjonarzy. Brat Józef zawsze interesował się tym, co dzieje się zarówno w prowincji jezuitów, jak i na całym świecie. Najbardziej jednak lubił, kiedy odwiedzali go najmłodsi zakonnicy – nowicjusze.

***

Teksty na temat początków misji zambijskiej, które publikujemy poniżej i będziemy publikować w kolejnych numerach, są autorstwa właśnie tego skromnego Zakonnika, który poświęcił całe życie, służąc Chrystusowi w dalekim kraju między Zambezi, Luangwą i Kafue.

Tłum. i oprać. red.

_____________

Na podstawie: Companions in Mission. Portraits of Those Who Worked in Zambia-Malawi Province („Misyjni towarzysze. Portrety tych, którzy pracowali w prowincji Zambia-Malawi”); rękopis z archiwum prowincji Zambia-Malawi.

 

PPOCZĄTKI POLSKIEJ MISJI W CHINGOMBE. OJCIEC JAN LAZAREWICZ SJ. CZĘŚĆ I
Józef Boroń SJ
W roku 1928 zaraz po moim przyjeździe z Polski otrzymałem przydział do Chingombe. W tamtym czasie była to placówka straszliwie odcięta od świata. Trzeba było do niej iść co najmniej … czytaj dalej
POLSKA PIEŚŃ RELIGIJNA NA CZARNYM LĄDZIE. OJCIEC STANISŁAW HANKIEWICZ SJ
Józef Boroń SJ
Chociaż za trudy misyjnego życia afrykańska ziemia poskąpiła mu mogiły, chociaż na wieczny sen nie szumią mu afrykańskie drzewa i wysokie trawy, imię ojca Stanisława Hankiewicza … czytaj dalej
Przejdź do paska narzędzi