ROZWAŻANIE III. KOŚCIÓŁ I MOJE W NIM MIEJSCE
Kolejną ważną kwestią było uświadomienie sobie, że Kościół to wszyscy ochrzczeni, nie tylko kapłani i biskupi. Kościół to wspólnota ludzi wierzących, którzy za tę wspólnotę są w różnym stopniu odpowiedzialni.
Definiując ową wspólnotę, można powiedzieć, że Kościół to zgromadzenie osób wyznających tę samą wiarę i przyjmujących te same sakramenty. Włączenie do tej wspólnoty dokonuje się przez wyznanie wiary w Boga Trójosobowego oraz przyjęcie sakramentu chrztu świętego. Wspólnota, którą od tego momentu zaczynamy współtworzyć, a której głową jest sam Chrystus, to znak i narzędzie naszego zbawienia. Ma ku temu odpowiednie środki. Są nimi Słowo Boże i sakramenty święte.
W Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy, że sam Kościół jest „sakramentem zbawienia”: „«Kościół jest w Chrystusie jakby sakramentem, czyli znakiem i narzędziem wewnętrznego zjednoczenia z Bogiem i jedności całego rodzaju ludzkiego» (Sobór Watykański II, Lumen gentium, 1). Bycie sakramentem wewnętrznego zjednoczenia ludzi z Bogiem jest pierwszym celem Kościoła. Ponieważ komunia między ludźmi opiera się na zjednoczeniu z Bogiem, Kościół jest także sakramentem jedności rodzaju ludzkiego. Taka jedność jest już w nim zapoczątkowana, ponieważ gromadzi on ludzi «z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków» (Ap 7,9); Kościół jest równocześnie «znakiem i narzędziem » pełnej realizacji tej jedności, która musi się jeszcze wypełnić” (KKK 775).
Kościół jest świętą wspólnotą, chociaż składa się z grzeszników. Zgodnie ze słowami Chrystusa, nawet „bramy piekielne go nie przemogą” (Mt 16,18). Chrystus ciągle go (a właściwie „Ją”, bo Kościół to Oblubienica Chrystusa) odnawia, wzywa do pokuty i nawrócenia. To dotyczy także każdego z nas. Chrystus nie potępia nas ani nie osądza, bo kocha swoją Oblubienicę, za którą umarł na Krzyżu, a zmartwychwstając, dał Jej możliwość osiągnięcia zbawienia – wiecznej szczęśliwości. Kocha każdego z nas.
Czy rzeczywiście Kościół – Boża Wspólnota, Mistyczne Ciało Jezusa Chrystusa, którego głową jest sam Chrystus (por. Kol 1,18) – jest dla ciebie znakiem zbawienia? Czy Go kochasz, bronisz przed nieprzyjaznymi atakami? Czy raczej nie pomijasz okazji, by tę wspólnotę skrytykować, ukazać w gorszym świetle? Kościół to mój dom, moja rodzina, moja wspólnota, w której i poprzez którą wchodzę w łączność z Bogiem, która wskazuje mi właściwy kierunek mojego pielgrzymowania, mojej drogi do Boga – do zbawienia.
Wspólnota ta nie jest tylko dla mnie, dla mojej korzyści, dla mojego zbawienia, ale jest także dla innych. W niej mam swoje miejsce, jestem w niej również potrzebny, we wspólnocie, którą przecież tworzę wraz z innymi. Czy mam w niej jakąś misję do spełnienia, bo przecież wspólnota wierzących nie istnieje sama dla siebie? Doświadczenie łaski i Bożego miłosierdzia każe nam wyjść ku innym, by im powiedzieć o Bogu, w którego uwierzyłem, który mnie kocha i prowadzi do siebie, aby tam obdarzyć mnie szczęściem na zawsze. Muszę o tym powiedzieć innym, aby i oni mogli pójść tą samą drogą, która poprowadzi również ich do tego samego celu. Do celu, który jest także moim celem.
Nie chodzi tu o głoszenie doktryn czy narzucanie własnych przekonań, ale o świadectwo, wskazywanie określonej drogi w myśl słów św. Pawła z listu do Tymoteusza, że o Bogu, o Jezusie trzeba mówić innym: „Zaklinam cię wobec Boga i Chrystusa Jezusa, który będzie sądził żywych i umarłych (…): głoś naukę, nastawaj w porę i nie w porę” (2 Tm 4,1–2). Wiara nie jest sprawą prywatną. Wszyscy stanowimy wspólnotę, do której zostaliśmy powołani przez samego Boga. Bóg chce uczynić z nas swój lud, wspólnotę zbawienia, Kościół. Chce to uczynić z naszym aktywnym udziałem, przy naszej dobrowolnej współpracy.
Zobaczmy, jaka jest nasza rola w Bożym planie zbawienia. Co my możemy zrobić, w jaki sposób możemy czy powinniśmy się włączyć? Zatrzymajmy się przez chwilę na Ewangelii z trzeciej niedzieli Wielkiego Postu (rok A). Święty Jan przedstawia nam w niej rozmowę Pana Jezusa z Samarytanką przy studni Jakubowej (por. J 4,5–42).
SPOTKANIE JEZUSA Z SAMARYTANKĄ
Po śmierci króla Salomona (931/930 p.n.e.) królestwo Izraela (dawne królestwo Dawida) ulega rozpadowi. Dzieli się na dwa odrębne państwa: królestwo Judy ze stolicą w Jerozolimie (należały do niego dwa plemiona: Judy i Beniamina) oraz królestwo Izraela położone na północy ze stolicą w Samarii (dziesięć zbuntowanych pokoleń pod wodzą Jeroboama I). Przez setki lat oba te królestwa były wzajemnie skłócone i często zawierały sojusze z innymi królestwami w regionie. Występowały także przeciwko sobie.
Pan Jezus podczas podróży do Galilei musi przejść przez Samarię (tak prowadziła droga) i zatrzymuje się w jednym z samarytańskich miasteczek położonym u stóp góry Ebal. Miasteczko to nazywa się Sychar (Sychem). Jest tam też słynna studnia wykopana wieki temu przez Jakuba. Zaopatrywała w życiodajną wodę miejscową ludność. Mieszkańcy ci nie byli w przyjacielskich stosunkach z Żydami. Główną przyczyną takiego stanu rzeczy było zburzenie samarytańskiej świątyni przez króla żydowskiego Jana Hirkana, w której wbrew wcześniejszemu przymierzu, jakie Bóg zawarł z Ludem Wybranym, czczono obcych bożków i nie postępowano według nakazów Pana, lecz starych pogańskich zwyczajów.
Dowiadujemy się o tym z Drugiej Księgi Królewskiej: „Jeszcze do dzisiejszego dnia postępują według starych zwyczajów. Nie czczą Pana i nie postępują według Jego postanowień i nakazów, według Prawa i polecenia, jakie Pan dał synom Jakuba, któremu nadał imię Izrael. Pan zawarł z nimi przymierze i przykazał im: «Nie będziecie czcili bogów obcych, nie będziecie oddawać im pokłonu, nie będziecie im służyli i nie będziecie im składali ofiar. Jedynie Pana, który wyprowadził was z kraju Egiptu mocą wielką i ramieniem wyciągniętym – Jego czcić będziecie, Jemu będziecie oddawać pokłon i Jemu składać ofiary. Postanowień i nakazów, Prawa i polecenia, które napisał wam, przestrzegać będziecie i wypełniać je na zawsze. Obcych zaś bogów czcić nie będziecie. Nie zapominajcie o przymierzu, które z wami zawarłem, i nie czcijcie bogów obcych. Czcijcie jedynie Pana, Boga waszego, a On wyzwoli was z mocy wszystkich waszych nieprzyjaciół». Lecz oni nie słuchali, tylko postępowali według swoich starych zwyczajów. Ludy więc owe czciły Pana i zarazem służyły swoim bożkom. Również ich dzieci oraz dzieci ich dzieci postępują tak, jak czynili ich ojcowie – aż do dnia dzisiejszego” (2 Krl 17,34–40).
Pan Jezus zatrzymuje się w Sychar (Sychem). Zmęczony drogą, w porze posiłku wysyła swoich uczniów, aby zakupili żywności, a sam siada przy studni i oczekuje na ich powrót. Właśnie wtedy przychodzi Samarytanka, aby zaczerpnąć wody. Rozpoczyna się dialog między Panem Jezusem a kobietą. Na pierwsze miejsce wysuwają się w tej rozmowie ludzkie potrzeby, pragnienie zaspokojenia doczesnych potrzeb, jakby na przekór innym pragnieniom, których doświadcza człowiek – tym duchowym. Najważniejsze jest pragnienie Boga i Jego zbawienia.
Jezus jest zmęczony drogą, spragniony i głodny. Jednak dla Niego większe od zmęczenia cielesnego jest pragnienie zbawienia dusz. Dlatego kiedy nadchodzi Samarytanka, kobieta grzeszna, Jezus zapomina o zmęczeniu i głodzie, bo w Jego sercu budzi się pragnienie odnalezienia tej zabłąkanej owieczki. Nie zważając na takie czy inne konwenanse, zwraca się wprost do zaskoczonej Samarytanki z prośbą o odrobinę wody, aby ugasić pragnienie. Mówi „Daj Mi pić” (J 4,7). Wywiązuje się rozmowa z zaskoczoną kobietą, która słyszy słowa Jezusa i interpretuje je zupełnie „po ludzku”, nie mając nawet cienia wątpliwości co do tego, o jaki napój mogłoby chodzić Jezusowi. Myśli o napoju, który gasi pragnienie ciała. Pan Jezus mówi z kolei o innym napoju, który może jej dać, a który jest „wodą żywą”. Kto ją otrzyma, nigdy już nie będzie spragniony, ponieważ stanie się ona „źródłem tryskającym na życie wieczne”. Kobieta nie wie, że Jezusowi chodzi o łaskę Bożą.
Prowadząc dialog, Pan Jezus uświadamia kobiecie, że jej życie jest grzeszne, ponieważ łamie prawo Boże. „Miałaś bowiem pięciu mężów, a ten, którego masz teraz, nie jest twoim mężem” (J 4,18) – mówi jej Jezus. Te słowa zwracają uwagę kobiety w stronę wnętrza. Zauważa, że ten Nieznajomy musi być kimś wyjątkowym, jeśli ma taką wiedzę. Przychodzi jej myśl, że Jezus jest prorokiem, więc od razu pyta o coś, co pewnie musiało być dla niej, może także dla innych mieszkańców miasta, ważne. Być może było także przedmiotem ich sporów. Po krótkim stwierdzeniu: „Panie, widzę, że jesteś prorokiem” zadaje Jezusowi ważne pytanie: „Ojcowie nasi oddawali cześć Bogu na tej górze, a wy mówicie, że w Jerozolimie jest miejsce, gdzie należy czcić Boga” (J 4,19–20).
Po usłyszeniu wyjaśnienia od Pana Jezusa i w dalszej rozmowie kobieta, jeszcze bardziej zainteresowana tematem, wspomina o przyjściu Mesjasza: „Wiem, że przyjdzie Mesjasz, zwany Chrystusem. A kiedy On przyjdzie, objawi nam wszystko” (J 4,25). Gdy Pan Jezus odpowiada jej, że to On jest tym oczekiwanym Mesjaszem, kobieta zrywa się i biegnie do swoich bliskich, ziomków, aby ogłosić im tę radosną dla niej nowinę. Spotkanie z Panem Jezusem przy studni Jakubowej było dla tej samarytańskiej kobiety „drogą nawrócenia”. Kiedy dowiedziała się i uwierzyła, że Jezus jest obiecanym Mesjaszem, Zbawicielem, pobiegła, by to ogłosić.
Ojciec Święty Franciszek, komentując ten fragment Ewangelii, powiedział: „Jezus potrzebował spotkać Samarytankę, aby otworzyć jej serce: prosi ją, by dała Mu pić, aby ukazać pragnienie, jakie było w niej samej. Kobieta jest poruszona tym spotkaniem: zwraca się do Jezusa z tymi głębokimi pytaniami, które wszyscy nosimy w sobie, ale które często ignorujemy. Także my mamy wiele pytań, które chcielibyśmy zadać, ale nie mamy odwagi, by skierować je do Jezusa! Wielki Post, drodzy bracia i siostry, to okres stosowny do tego, by zajrzeć do swojego wnętrza, aby ujawnić nasze najprawdziwsze potrzeby duchowe i by w modlitwie prosić o Bożą pomoc. Przykład Samarytanki zachęca nas do mówienia w następujący sposób: «Jezu, daj mi tej wody, która ugasi moje pragnienie na wieki»” (Papież Franciszek, Anioł Pański, 23 marca 2014 r., wyd. ang.).
Samarytanka nawrócona po spotkaniu z Jezusem idzie natychmiast, aby ogłosić innym tę radosną nowinę, by także inni mogli spotkać Chrystusa, uwierzyć, nawrócić się i dostąpić zbawienia. Samarytanka staje się misjonarką. A czy my, nawróceni, poruszeni spotkaniem z Chrystusem chcemy, potrafimy tak samo pójść do innych z przekazem Dobrej Nowiny?


























