ROZWAŻANIE I. KIM JESTEM?
Pierwsze rozważanie na wstępie wyjaśniało znaczenie Środy Popielcowej rozpoczynającej Wielki Post oraz charakteryzującego ją znaku – obrzędu posypywania głów popiołem. Kościół poprzez wspomniany obrzęd na początku Postu zaprasza nas w ten sposób do refleksji nad własnym życiem oraz do modlitwy i korekty tego, co złe. Uświadamia nam bowiem naszą sytuację: to, że „z prochu jesteśmy i w proch się obrócimy”, co oznacza, że z ziemi powstaliśmy i do niej kiedyś powrócimy. W taki sposób wyrażona jest prawda o śmiertelności i przemijalności. Świadomość tego powinna prowadzić do refleksji oraz próby/decyzji poprawiania wszystkiego, co przeszkadza nam na drodze do Boga, szczególnie tego, co przeszkadza naszym bliźnim i nie jest w zgodzie z Bożym prawem.
JESTEM CHRZEŚCIJANINEM
Wielki Post, który rozpoczyna Popielec i jego wymowny obrzęd, jest szczególnym czasem łaski, okresem pożytecznym dla każdego z nas i naszego życia, ponieważ daje nam okazję do refleksji i zastanowienia się nad sobą, nad tym, kim jesteśmy oraz jak postępujemy, co i jak robimy. Dzięki temu uświadamiamy sobie, kim jesteśmy: a jesteśmy chrześcijanami, czyli nosimy imię samego Chrystusa. Χριστιανοι (Christianoi) – tak po raz pierwszy zostali nazwani w Antiochii ci, którzy byli identyfikowani jako należący do stronnictwa Chrystusa, czyli jako Jego uczniowie i wyznawcy. Słowo to pochodzi od greckiego słowa Χριστός (Christós) – Chrystus. Wszyscy, którzy przyjęli chrzest, tworzą wspólnotę zwaną Kościołem i na równi z innymi członkami tej wspólnoty są posłani, aby głosić światu Ewangelię, którą sami przyjęli i obecnie wyznają.
Jesteśmy zatem chrześcijanami, a chrześcijaństwo to wiara w jednego Boga, który w Jezusie Chrystusie przyszedł do nas, aby objawić nam siebie, stawszy się człowiekiem. Objawia nam również prawdę o nas samych: o celu naszego istnienia oraz o naszym powołaniu.
CO JEST MOIM POWOŁANIEM?
Jest nim coś wspólnego dla każdego człowieka: niebo, zbawienie. Będzie ono polegało na „zaspokojeniu” tęsknoty, która drzemie w naszych sercach. Jest nią pragnienie szczęścia, które nigdy nie przeminie, ale trwać będzie na zawsze.
Kwintesencją głoszonej nam przez Kościół Ewangelii jest prawda o zmartwychwstaniu Jezusa z Nazaretu, który pokonał szatana i jego sprawy – zło wraz z jego konsekwencjami. Zmartwychwstając, Jezus udowodnił, że jest Panem Życia. On, prawdziwy Bóg i prawdziwy Człowiek, On – jak pisze św. Paweł Apostoł – „zmartwychwstał jako pierwszy spośród tych, co pomarli” (1 Kor 15,20), wyszedł z grobu, powrócił do swoich uczniów. Z kolei św. Jan opisuje pierwsze spotkania zmartwychwstałego Pana z uczniami: „Wieczorem owego pierwszego dnia tygodnia, tam, gdzie przebywali uczniowie, gdy drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: «Pokój wam!»” (J 20,19). Święty Jan mówi też, że Chrystus ukazywał im się wiele razy, a później na ich oczach wzniósł się do nieba – domu swojego Ojca. Zostawił tu, na ziemi, świadków swojej Męki i śmierci na krzyżu oraz swego powstania z martwych – swoich uczniów, którzy nie tylko widzieli Go na własne oczy, ale także dotykali, jedli z Nim, słuchali Jego wyjaśnień. Zostawiając swoich uczniów na ziemi, posłał ich, aby tę prawdę – Dobrą Nowinę o zbawieniu – poszli głosić wszystkim ludom i narodom.
CZY NAPRAWDĘ W TO WIERZĘ?
Jeśli uwierzyliśmy, to nie możemy przegapić szansy, którą daje nam ponownie Wielki Post. Jest nią okazja do refleksji – rozważania Bożego Słowa i umacniania się w tym, co rozważamy. Daje nam również sposobność do wyjątkowej, dłuższej modlitwy. Zarówno refleksja i rozważanie Słowa Bożego oraz prawd wiary, jak i modlitwa pogłębiają naszą wiarę, a także prowadzą do nawrócenia, czyli powrotu do naszego Boga. W pierwszym czytaniu na Środę Popielcową nawołuje do tego prorok Joel: „«(…) nawróćcie się do Mnie całym swym sercem, przez post i płacz, i lament». Rozdzierajcie jednak serca wasze, a nie szaty! Nawróćcie się do Pana Boga waszego! On bowiem jest łaskawy, miłosierny, nieskory do gniewu i wielki w łaskawości, a lituje się na widok niedoli” (Jl 2,12–13).
Jesteśmy wezwani do nawrócenia. Mamy nawrócić się do Boga, w którym wszystko ma swój początek i koniec, a nie do jakiejś współczesnej, dziś z takim zapałem głoszonej, wygodnej (przynajmniej dla niektórych) i „taniej” ideologii, na miarę współczesnej „mody” czy „wygody”, za którą podążają tak ochoczo pragnienia czy myśli niektórych ludzi.
My chcemy spotkać Boga, naszego Stwórcę, który przychodzi do nas w swoim słowie głoszonym nam ustami Kościoła oraz na modlitwie zanoszonej do Niego w cichości naszych serc.
LUDZKA BEZSILNOŚĆ I NIEWYSTARCZALNOŚĆ
Potrzebuję tego spotkania, bo sam jestem bezsilny. Nie podołam, choćbym nie wiadomo jak się starał, nie dam rady sam poprawić mojego życia, zmienić moich przyzwyczajeń i nastawienia. Jeśli jednak uznam własną niemożność i stanę przed Bogiem jako grzesznik – muszę stanąć jako grzesznik wobec Boga, jako ten, który potrzebuje Jego pomocy – wtedy mogę doznać oczyszczenia. Boża pomoc – Jego łaska – może mnie uzdrowić. Muszę jednak tego chcieć, muszę pragnąć tego uzdrowienia. Łaska nie może zniewalać, zawsze wymaga mojej zgody. Bóg nie pozostawia nikogo samemu sobie, ale niepokoi, wzywa do odpowiedzi, to znaczy do przyjęcia oferowanego przez Niego zbawienia.
Bóg niepokoi, nie zostawia nikogo gdzieś na bezdrożu. Po grzechu pierwszych rodziców, grzechu nieposłuszeństwa, Pan Bóg zawołał na mężczyznę i zapytał go: „Gdzie jesteś?” (Rdz 3,9). To samo pytanie kieruje dzisiaj do nas: „Gdzie jesteś?”. Nie odpowiadaj Mu w ten sam sposób, jak kiedyś uczynił to Adam: „Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się, bo jestem nagi, i ukryłem się” (Rdz 3,10). Stań przed Nim takim, jakim jesteś… On ma dla ciebie słowa przebaczenia płynące z Jego miłosiernej miłości! Bo sam jest Miłością i jednocześnie Miłosierdziem. Popatrz tylko na Krzyż, na którym zawisł Bóg-Człowiek, Syn Boży, umierając za mnie, za ciebie, dla mojego i dla twojego zbawienia. A umierając na Krzyżu, prosił swojego Ojca, a naszego Boga: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23,34). Wypowiadając te słowa, myślał o tobie i o każdym z nas, za nami wszystkimi prosił o to Ojca.
Zadaj sobie teraz to pytanie i próbuj na nie odpowiedzieć: Czy naprawdę potrzebujesz Zbawiciela?
NAWRÓĆCIE SIĘ DO MNIE…
Ewangeliczne wezwanie „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!”, „bo bliskie jest królestwo Boże” (Mk 1,15), często jest niezrozumiałe, a nawet odrzucane. Ewangelia wskazuje nam doskonałe prawo moralne, wzywa do bycia dobrym i szlachetnym. Nie chodzi jednak o to, że trzeba – jak czasem może myślimy – zakasać rękawy i wziąć się „do roboty”. Robić wszystko dobrze, jak najlepiej, bo przecież od tego zależy moja przyszłość, także szczęście po śmierci. Praca, praca, praca – solidna i wytrwała… Owszem, praca solidna, szczególnie praca nad sobą, to rzecz niezbędna, ale nie możemy tylko do niej sprowadzić ewangelicznego orędzia. Bo jeśli tak będzie, to znaczy, że nie rozumiemy, czym jest chrześcijaństwo.
WIARA NIE JEST TYLKO WYSIŁKIEM CZŁOWIEKA, ALE ŁASKĄ POCHODZĄCĄ OD BOGA
Wiara nie jest systemem moralnym czy jakąś filozoficzno-teologiczną wizją świata. Owszem, prawo, moralność, system filozoficzno-teologiczny towarzyszą wierze. Nie stanowią jednak jej istoty. Dlaczego? Bo wiara jest przede wszystkim łaską! Można być wspaniałym znawcą teologii, żyć zgodnie ze wszystkimi prawidłami życia społecznego i moralnego, być – jak to się mówi – „dobrym człowiekiem”, a jednocześnie być niewierzącym. Chrześcijaństwo nie jest także poszukiwaniem Boga przez człowieka. Takim poszukiwaniem Boga są religie niechrześcijańskie.
Chrześcijaństwo, jako religia objawiona, to wiara w Boga, który pierwszy objawia się człowiekowi. W Starym Testamencie Bóg wybiera sobie lud (Izrael), z którym zawiera przymierze. W Nowym Testamencie robi coś jeszcze większego. Sam przychodzi do człowieka w ludzkiej postaci i objawia się mu w swoim Synu Jezusie Chrystusie. Objawia się jako Ten, który jest MIŁOŚCIĄ. Ukazuje człowiekowi swój zamiar względem niego, to, że go kocha i pragnie uczynić go szczęśliwym. Sam też wskazuje drogę, która prowadzi do tego szczęścia. Drogą tą jest Jezus Chrystus. Odpowiadając na pytanie Tomasza: „Panie, nie wiemy, dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę?”, Pan Jezus mówi: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie” (J 14,5–6). To Chrystus, i tylko On, może doprowadzić nas do naszego celu – do Nieba, do zbawienia.
Chrystus przyszedł do nas, aby objawić nam Boga, swojego Ojca, i wskazać drogę do Niego. To Bóg w Chrystusie szuka człowieka, przychodzi, aby go znaleźć. A człowiek? A my? Musimy pozwolić Mu się znaleźć, to znaczy stanąć przed Nim z pokorą, jako grzeszni, ze wszystkimi naszymi ograniczeniami i grzechami. Uznać, że jesteśmy grzeszni (robimy to przed każdą Eucharystią w akcie pokuty) i że potrzebujemy Go jako Zbawiciela.


























