ARTYKUŁ OJCA STANISŁAWA HANKIEWICZA SJ DRUKOWANY W MIESIĘCZNIKU „MISJE KATOLICKIE”, STYCZEŃ-LUTY 1921
Nasza stacja misyjna leży około 500 m nad poziomem morza; urocze góry, jakby Tatry, wiszą nad stacją, a górski potok Chingombe ma wodospad na 15 m wysoki, zaś druga rzeka Mikwa na 10 m. Rzeka Chingombe ma wodę żelazną, czystą i zimną, do Mikwy zaś dopływa woda gorąca ze źródła mineralnego, stąd działa zdrowotnie na różne choroby.
Oczekujemy nowych misjonarzy, bo praca się rozszerzyła, a nas mało. Ludność chętna do nauki świętej wiary. Osiem nowych szkół w okolicy założył Ojciec Lazarewicz, a dwie wsie wydarł protestantom, bo i tu walka o sprawę Bożą. Prace przygotowawcze pod budowę domu nowego już zaczęte, prowadzi je Brat Kodrzyński. Obecnie kończy roboty nad kanałem, który idzie od rzeki Chingombe aż do stoku górki, na której ma stanąć dom misyjny. Na górkę tę pierwszy zwrócił uwagę Brat Pączka, jako na mającą najlepsze warunki do osiedlenia się na niej. Górkę tę nazwali tutejsi Anglicy „Pączka Hill” („Pagórek Pączki”). Kanał nowy powstać mający ma długości prawie ćwierć kilometra i już przeszło trzy miesiące nad nim pracują. On będzie pędził młyn, tartak, gliniarkę do cegły, maszynę do dachówek. Bez niego nie mogło być mowy o budowie domu. Brat Kodrzyński po wielu poszukiwaniach znalazł wapno, więc wkrótce będzie się zwozić i palić. Obecnie koło 10 000 cegieł już wypalono. Mamy wóz żelazny kupiony za 50 funtów szterlingów. Woły, jeszcze przez śp. Ojca Kraupę przysłane, codziennie zwożą materiał z lasu. Fundusze jeszcze za szczupłe, aby zacząć budowę, ale ufamy, że nas Pan Jezus opatrzy. Dotychczas ratował nas przez Ojca Jana Assmanna z Ameryki, dla którego czujemy wielką wdzięczność.
Tutejsze banki pościągały złoto i srebro i zasypały całą Rodezję banknotami 10-szylingowemi. Czarni niezadowoleni, my mamy kłopot, jak wypłacać kwoty mniejsze od 10 szylingów, więc musimy kupować płótno i to według wysokości zapłaty dokrawać. Do czego to dojdzie z temi banknotami? Czy to złoto i srebro idzie do Anglii, czy je chowają tu w bankach, nie wiadomo.
Prenumerujemy tu wielką gazetę angielską, tygodniowe wydanie „The Bulawayo Chronicle”; otóż cała ta gazeta od kilku już miesięcy prawie wyłącznie zajmuje się Polską; od Polski spodziewa się Świat ratunku wobec zagrażającego potopu bolszewizmu.
Niedawno wdarł się nam lew do chlewu i część świń nam zabił. Podłożyliśmy kawałek wieprzowiny ze strychniną nazajutrz pod chlewem; przyszedł znowu, zjadł truciznę, wlazł do świń, ale już nie wyszedł. Mięso ze świń uwędzone my jemy, a skóra lwa poszła na sprzedaż do Brockenhill.
My jeszcze wciąż żyjemy w chałupach kaferskich, trochę tylko ulepszonych. Porobiliśmy sobie niewielkie okienka, zaopatrzywszy je w siatki; z tarcic sporządziliśmy drzwi, ale z takiemi szparami, że wąż nie ma trudności dostać się do wnętrza. Niedawno otrzymaliśmy dwa stoły, śp. Ojciec Kraupa przysłał nam kilka krzeseł, a również szkolną tablicę. Parę półek, konfesjonał do kaplicy i klęcznik sam skleciłem, jak umiałem – oto nasze wszystkie meble. Z pożywieniem w początkach mieliśmy wiele braków i nędzy, zwłaszcza w roku 1914, gdy zaczęła się wojna. Żywiliśmy się przeważnie nshimą bez omasty, herbatą i kawą i źle upieczonym chlebem. Teraz już mamy prawie dobrze, gdyż posiadamy trochę bydła, owiec i kóz. Z ubraniem i obuwiem jeszcze wciąż wielka bieda.
Dzięki Bogu zdrów jestem, ale puchlina z nogi, na którą cierpię już od 1914 roku, zupełnie nie zeszła, a po dłuższym marszu dostaję w niej dotkliwych kurczów.
Mieliśmy tu trudny problem do rozwiązania z językami, zastaliśmy bowiem aż dziesięć narzeczy. Długie były próby i wahania, stanęła wreszcie tego roku decyzja, że Chinyanja będzie naszym misyjnym i urzędowym językiem, jako najbardziej wyrobiony dialekt posiadający już swą literaturę i wiele książek drukowanych przez Ojców Białych. Gramatyka tego języka dobra jest już po angielsku, jest również i słownik: Chinyanja-English. Pozostaje tylko napisać dobry słownik dla użytku Polaków, a do tej pracy właśnie się zabrałem, aby nowi misjonarze mieli już ułatwienie w katechizowaniu ludności. Gdy się rozeszła wiadomość, że będziemy uczyć w języku Chinyanja, zaraz w najbliższą niedzielę było w naszym kościółku około 200 ludzi, podczas gdy poprzednio bywało do 20.
Jako próbę tego języka załączam kolędę „Mędrcy świata” w języku Chinyanja:
Inu amfumu atatu mutamanga kuti?
Wy królowie trzej, wy spieszycie dokąd?
Nenani kodi mufuna kupeza kamwana?
Powiedzcie, czy chcecie znaleźć Dziecię?
Kali m khola nu umphawi, kapanda cimpando;
Ono jest w stajni z ubóstwem, pozbawione tronu;
Ndi mtenga wa imfa yace uli Kuyenda po.
I wieść śmierci Jego rozchodzi się.
Dodaję, że śpiewają tu tę kolędę na nutę naszej polskiej kolędy.
Alemekezedwe Yezu Kristu! – Pa nthawi zosatha. Amen. (N. p. J. Chr.)*
Ks. Stanisław Hankiewicz T.J.
* Skrót oznaczający: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus” [przyp. red.].


























